Lekcja latania z Sokratesem
1 marca 2013
Jak mogłaby wyglądać współczesna przypowieść? Czy w ogóle możliwe jest napisanie baśni o naszym odpoetyzowanym, prędkim życiu? Jeśli jest wśród Was ktoś, Drodzy Czytelnicy, kto pragnie podobnej opowieści – to właśnie do niego Andrzej Jakimowski szepcze: „Zmruż oczy”.
Zostaje nam opowiedziana pewna historia. Dziewczynka nazywana przez wszystkich „Małą” ucieka z domu. Zadbana pod względem materialnym, manifestuje potrzebę uwagi i bliskości rodziców kolejnymi kradzieżami. Schronienie znajduje u byłego korepetytora, Jaśka, który obecnie pracuje jako nocny stróż popegeerowskich budynków. Tam też poznaje kilka niezwykłych osób. Spędza czas z Sosnowskim, na pierwszy rzut oka – mało rozgarniętym chłopcem z prowincji, który jednak dowodzi swojej życiowej mądrości. Obserwuje małomównego Eugeniusza, miejscowego dziwaka; przygląda się, jak każdego dnia zamiata betonową płytę na środku dziedzińca a następnie klęka, by rysować na niej tajemnicze znaki. Pewnego dnia po Małą przybywają rodzice. Szukają jej z pomocą policji – nieskutecznie. Jasiek dobrze wie, że rodzice dziewczynki nie są gotowi na jej odnalezienie; do domu zabraliby ją siłą, a kradzieże i ucieczki powtarzałyby się w nieskończoność. Pomaga ukrywać się dziecku. Dyskretnie i stopniowo przygotowuje Małą na kompromis z rodzicami. Jednocześnie matkę i ojca uczy takiej miłości, jakiej w istocie potrzebuje ich dziecko.
Tak, wiem. Obiecałam baśń, tymczasem opisuję historię, jaką wszyscy dobrze znamy z naszej rzeczywistości. Otóż – są to tylko pozory. Wystarczy, że przez chwilę przyjrzymy się bliżej temu obrazowi.
Przestrzeń, w której historia się rozgrywa, znajduje się w pewnej wiosce pod Ełkiem. To mityczna kraina stanowiąca centrum Kosmosu; znajduje się tu wszystko, co człowiekowi jest niezbędne do życia. Wydaje się, jakby nic poza nią nie istniało. Tutaj tkwi źródło harmonii pomiędzy ludzkim życiem i otaczającą go Naturą. Gdy człowiek próbuje stąd odejść, na rozstaju dróg jego wybór może paść pomiędzy Bogiem lub przystankiem PKS (na którym, zdaje się, dawno nie widziano żadnego autobusu) – inaczej pozostaje mu jedynie zawrócić.
Nie brakuje tutaj osobliwych postaci. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje Eugeniusz. Mężczyzna o anemicznej budowie, ubrany w zbyt krótkie, dresowe spodnie, człapie w wysłużonych klapkach, trzymając w ręku starą reklamówkę. Wzbudza zaufanie spojrzeniem o dwóch barwach: zielonej i niebieskiej. Intryguje, gdy z namaszczeniem pochyla się nad betonową płytą. Zaskakuje znajomością greki i fascynacją heksametrem. Onieśmiela, prowadząc tam, gdzie znajduje się Koniec Świata. Istnieje w tej krainie jako mędrzec, posiadający tajemną wiedzę, niedostępną zwyczajnym śmiertelnikom.
W baśni (czy też: przypowieści) obowiązkowy jest morał (lub inaczej: „drugie dno”). I tutaj je znajdziemy. Jest ich nawet kilka!
Po pierwsze, niedościgniony wzór stanowi postawa życiowa Jaśka. Swoim opanowaniem kontrastuje z wybuchowym ojcem Małej. Jego przepełniona rozumem troska wobec dziewczynki, przeciwstawiona jest nieprzemyślanej, nieodpowiedzialnej postawie matki. Skromny, niemalże ascetyczny tryb życia jaki prowadzi, to zupełne przeciwieństwo bogactwa, z którym obnoszą się rodzice Małej. Na zarzuty: „nie ma pan kobiety ani przyjaciół, i nie umie pan robić nic pożytecznego”, odpowiada ze stoickim spokojem: „masz rację, jestem zerem”. Jak Sokrates, czasem nie używając słów, wciąż powtarza: „wiem, że nic nie wiem”. Tak, jak czynił to starożytny filozof, udowadnia swoją wielką mądrość.
Po drugie: zastanawiamy się, co stanowi miarę wartości człowieka. Z pewnością nie są to szybkie samochody ani eleganckie ubrania. Podobny zbytek sprawia, że przyjmujemy nienaturalne pozy i stajemy się karykaturami samych siebie. Dlatego śmieszni są rodzice Małej – ojciec siedzący w aucie z szyberdachem i matka zakładająca na siebie szczątki spalonej sukni. W przeciwieństwie do nich, szacunek (i uśmiech sympatii) wzbudzają – Eugeniusz, Sosnowski, Jasiek… czy to nie paradoks?
Jako trzecia, pozostaje jeszcze idea nauki latania. Jasiek z cierpliwością tłumaczy Małej nieubłagane prawo tego świata: przemijanie. „Rzeczy nie mijają, tylko się oddalają” – twierdzi. Od nas zależy, czy dostrzegamy i doceniamy ich trwanie. Uwaga: możemy zatrzymać się i unieść ponad przemijanie, zrozumieć je i przyjąć ze spokojem. Możemy też pędzić dalej w wątpliwym kierunku. Z pośpiechem jednak zawsze wiąże się ryzyko. W tym wypadku – perspektywa osobistej klęski, rozczarowania, przerażenia problemami, których nie da się uniknąć. Tymczasem – wystarczy zmrużyć oczy…
Katarzyna Ostrowska